poniedziałek, 20 lipca 2015

Jazda konna - moja pasja

Dziś chciałabym napisać o mojej pasji czyli jeździe konnej. Ten sport interesował mnie już dawno, ale regularnie jeżdżę od pół roku. Od zawsze podziwiałam ludzi jeżdżących konno. Ten widok zapierał mi dech w piersiach i zawsze chciałam spróbować sama. Gdy po raz pierwszy usiałam na koniu poczułam, że to sport, który chcę uprawiać. Dlatego chciałabym dać kilka wskazówek osobom, które chciałyby zacząć przygodę z jazdą konną oraz kilka dobrych stron uprawiania tego właśnie sportu.





Jeśli chcesz zacząć jeździć konno:
1. Poszukaj stadniny w pobliżu swojego miejsca zamieszkania oraz zorientuj się w cenach i terminach. Nauka jazdy dla początkujących polega na lekcji indywidualnej z instruktorem przy pomocy lonży, czyli długiej linie, któa z jednej strony jest doczepiona do uprzęży konia, a z drugiej trzymana przez instruktora. Z racji tego, że trening jest intensywny i dla początkujących wyczerpujący lekcja trwa zazwyczaj 30min (wierzcie mi, że po tym czasie wasze nogi będą miały serdecznie dość). Gdy sami potrafimy panować nad koniem oraz stabilnie siedzieć w siodle możemy zacząć jeździć w zastępie. Wtedy prócz nas jest jeszcze kilka koni. Konie poruszają się wtedy "gęsiego", my zaczynamy uczyć się pełnej kontroli nad koniem oraz z czasem galopu. Taka jazda trwa już 60min. Jeśli chodzi o ceny, wszystko zależy od stadniny. Gdy zaczęłam szukać swojej, przejrzałam wiele ofert stadnin we Wrocławiu i okolicach i ceny na jazdę indywidualną to koszt 30-50zł, a za jazdę w zastępie 35-50zł.

2. Jeśli jeszcze nie jesteś pewna/pewny czy to sport dla Ciebie, nie kupuj sprzętu (kask, bacik). Większość stadnin ma u siebie wszystko czego potrzebujesz. Na początku możesz skorzystać z ich wyposażenia. Jeśli zdecydujesz się zająć tym na poważnie warto mieć swoje akcesoria.

3. Nie potrzebujesz specjalistycznego ubrania. Ważne, żeby było wygodne i nie krępowało ruchów. Podczas jazdy konnej pracuje całe ciało. Spodnie typu legginsy (najlepiej takie z grubszego materiału), luźna góra i wygodne, pełne buty z grubą podeszwą nadadzą się idealnie.

4. NIE BÓJ SIĘ! Konie przeznaczone do nauki jazdy są niezwykle spokojne i tolerancyjne. Nawet najbardziej oporny jeździec nie wyprowadzi ich z równowagi. Poza tym będzie przy Tobie instruktor, który wie jak zachować się w każdej sytuacji. Słuchaj uważnie jego wskazówek, ale wszystko będzie dobrze.

5. Przygotuj się na to, że często będziesz sam/sama szykować konia do jazdy. Zwierzę trzeba wyczesać, wyczyścić kopyta oraz osiodłać. Instruktor pokaże Ci jak to się robi.



A teraz kilka pozytywnych stron jazdy konnej:
1. Jak każdy sport, jazda konna to ogromna przyjemność. Nasz organizm wytwarza wtedy dużo hormonu szczęścia. Dodatkowo możliwość przebywania z tak pięknym i majestatycznym zwierzęciem jakim jest koń daje nam tego hormonu jeszcze więcej:)

2. Stadniny ulokowane są zazwyczaj poza miastem, na terenach zielonych. Wielkie pastwiska, drzewa i śpiew ptaków to idealny relax po dniu spędzonym w zatłoczonym mieście.

3. Podczas 60min jazdy konnej spalamy od 250-350 kcal. Intensywnie ćwiczymy pośladki, łydki i wewnętrzne strony ud. Jeśli chcesz wyszczuplić i wymodelować te części ciała koniecznie spróbuj jazdy konnej. Oprócz tego (jak już pisałam wcześniej) ćwiczymy całe ciało - ręce, mięśnie pleców, brzuch i boczki.

4. Jazda konna wymaga siedzenia prosto. Jeśli masz problemy z kręgosłupem lub po prostu się garbisz, to sport dla Ciebie.

Na koniec kilka zdjęć z mojego treningu. Mam nadzieje, że tym wpisem zachęcę kogoś do uprawiania właśnie tego sportu.



Fot. Wiktoria Matyja http://www.wikifoto.eu/

poniedziałek, 9 marca 2015

Dzień kobiet i dzień po...

Witam w pierwszym dniu nowego tygodnia. Pogodę mamy piękną, ptaszki śpiewają, kwiaty kwitną. Wszystkim udziela się wiosenny klimat. Ale nie o wiośnie chciałabym dziś napisać. Mój post chciałabym poświęcić wczorajszemu świętu. Nie bez powodu piszę o tym dzień po, bo o ile 8 marca wypada Dzień Kobiet to 9 marca można śmiało nazwać Międzynarodowym Dniem Damskiego Focha. Dlaczego? Bo znów zapomniał jej kupić kwiaty, bo nie złożył życzeń, bo swojej mamie kupił róże za 15zł, a jej zdychającego tulipana z Biedronki, bo zamiast zabrać ją na spacer wybrał piwo z kolegami, bo cały dzień grał na konsoli itp. Do wieczora całe niezadowolenie z jego zachowania tłumi w sobie i cierpliwie czeka na to, aż ukochany zorientuje się, że popełnił błąd. Wyciągnie spod kurtki bukiet czerwonych róż (tylko nie czekoladki - przecież od wczoraj jest na diecie!), ufunduje drogą kolację lub chociaż zabierze do kina na "Pięćdziesiąt Twarzy Greya". A tu co? Nic. Niezręczna cisza przerwana prośbą o zrobienie kolacji. W tym momencie puszczają jej nerwy i do faceta dociera szybka wyliczanka wszystkich rzeczy, które zrobił i których nie zrobił dziś, wczoraj, miesiąc temu i pewnego zimowego popołudnia (i tu zazwyczaj pada konkretna data, a nawet i godzina) 4 lata temu. Mężczyzna przywalony lawiną wyrzutów nie jest w stanie wypowiedzieć ani jednego zdania z wyjątkiem nieśmiałego: Ale o co Ci chodzi? O nic. Zupełnie o nic. I w tym momencie następuje cisza, która trwa i trwa i trwa... Facet orientuje się, że kolacji nie będzie, że niczego już dziś nie będzie. Po cichutku bierze swoją kołdrę, poduszkę i niesie ją do salonu bo wie, że czeka go kolejna noc na kanapie. Raz jeszcze przemknie mu przez myśl pytanie o co jej chodziło po czym spokojnie zapada w sen. Ona natomiast dobrze wie o co jej chodziło. Zdruzgotana owija się kołdrą i przez kolejną godzinę cichutko chlipie w poduszkę. Przez głowę przewija jej się milion myśli. Jak on mógł tak mnie potraktować. Jak mógł zapomnieć. Jak mógł nie widzieć o co mi chodzi. On już mnie na pewno nie kocha. W końcu zasypia na kompletnie mokrej poduszce. 7.00. Budzik dzwoni, on wstaje, ona wstaje. Obojętnie mijają się w kuchni. On sam robi sobie kanapki z pasztetem. Ona obok szykuje drugie śniadanie godne Gordona Ramseya - ale tylko dla siebie. Niech dupek wie co traci! On się ubiera, ona się ubiera. On te same spodnie co wczoraj i przedwczoraj, ona jak nigdy obcisłą sukienkę i te szpilki, które zakłada tylko na specjalne okazje. Włosy zakręca lokówką, tą co ostatnio wyciągała 2 lata temu na wigilię, maskarę i cień nakłada z precyzją makijażysty Diora. Niech dupek wie co traci! Ostatnie zimne spojrzenie w stronę zaspanego jegomościa w trzydniowych spodniach, trzaśnięcie drzwiami. Żegnam Pana oschle. W pracy wszystkie koleżanki dowiadują się jakim ignorantem jest ten jej ... (zamiast trzech kropek wstaw odpowiednie imię). Oczywiście tym nielubianym mówi, że były kwiaty, kolacja, "Pięćdziesiąt Twarzy Greya" - nie tylko na wielkim ekranie. Dzień jej mija pod znakiem "nigdy się do niego nie odezwę". Tak wygląda podręcznikowy przykład Międzynarodowego Dnia Damskiego Focha. Po kilku dniach stopniowo wszystko wraca do normy. On znów cieszy się przywilejem spania w łóżku. Znów są kwiatki, misie, czułe słówka. Są kolacje i śniadania. Aż do kolejnego potknięcia.

piątek, 6 marca 2015

Powrót

Witajcie po bardzo długiej przerwie! Od dłuższego czasu zastanawiałam się nad reaktywacją bloga. Miałam wiele argumentów za i jeszcze więcej przeciw. Inwestowanie czasu w stronę, która i tak utonie w ocenie innych blogów, wystawianie się na pożarcie wszystkowiedzących "internetowych recenzentów" i hejterów. Postanowiłam spróbować. Nie dla chwały, sławy, darmowych ubrań, kosmetyków i wyjazdów do Nju Jorku. Tylko i wyłącznie dla siebie. Prowadzenie poprzedniego bloga nauczyło mnie regularności, skrupulatności i wprowadziło w moje życie obowiązek, który dosyć, że był przyjemny to i pożyteczny dla samej siebie. Nie chcę aby mój blog był kolejnym blogiem o ładnie (lub nie - jak kto woli) ubranej dziewczynie. Chciałabym w nim pokazywać moje życie, moje pasje, moje marzenia, moje przemyślenia ale też moje problemy i codzienne wzmagania. Niektórzy nazywają takie blogi blogami lifestyle'owymi. Dla mnie będzie to mój osobisty, internetowy trener motywacyjny.

Dziś zacznę banalnie od zdjęć fajnie (lub nie) ubranej mnie. Opis zestawu jest zbędny bo wszystko widzicie na zdjęciach poniżej. Nie będę pisać, czy wzorowałam się nową kolekcją od Chanel czy może street style'm amerykańskich celebrytek. Moją inspiracją był mój nastrój i dzień, w którym akurat tak się ubrałam. Korzystając z okazji publikacji pierwszego od dwóch lat postu, chciałabym podziękować Wiktorii Matyji (http://wiktoriamatyja.blogspot.com/) za czas poświęcony na robienie i retuszowanie zdjęć, które będą publikowane na tym blogu.


niedziela, 5 maja 2013

TRZYMAJ FASHION

Witajcie! Poniższa stylizacja bierze udział w konkursie TRZYMAJ FASHION. Jako motyw przewodni wybrałam denim/safari. Dzika sawanna to nie tylko leopard, ale i zebra. Choć w naturze zwierzęta te niezbyt się lubią w wersji modowej tworzą ciekawą parę. Jeansowa koszula jest dla mnie synonimem wygody i jeśli miałabym na safari spakować tylko 3 rzeczy, to koszula byłaby jedną z nich. Lakierowane szpilki dodają całemu zestawowi kobiecego szyku.

Trzymajcie za mnie kciuki!



All ZARA